środa, 09 sierpień 2017 21:53

„Ekscentryczny dziadek” i „niepokorny jazzman” - wywiad z Jurkiem Bożykiem

Napisała
Ilustracja do artykułu: „Ekscentryczny dziadek”, „niepokorny jazzman”, „krakowski artysta wciąż młody duchem” - wywiad z Jurkiem Bożykiem Ilustracja do artykułu: „Ekscentryczny dziadek”, „niepokorny jazzman”, „krakowski artysta wciąż młody duchem” - wywiad z Jurkiem Bożykiem Jacek Smoter

10 czerwca 2017 roku w Klubie Studenckim Żaczek odbyła się kolejna edycja Studenckiego Wieczoru z Poezją Śpiewaną. Tym razem Organizatorzy wydarzenia dźwignęli poprzeczkę jeszcze wyżej i poza tradycyjną już dla tego projektu formułą śpiewogrania, zaprosili na wydarzenie gościa specjalnego… Wisienką na torcie tego wieczoru był koncert słynnego krakowskiego, ale i ekscentrycznego muzyka - JURKA BOŻYKA! Z artystą tuż przed koncertem rozmawiała Alicja Hudzik. Zapraszamy do lektury!

 

ALICJA HUDZIK: Jest Pan porównywany m.in. do Raya Charlesa. Jacy są Pana ulubieni artyści jazzowi? Kim się Pan aktualnie inspiruje, jeśli chodzi o ten gatunek?

JUREK BOŻYK: Jeżeli chodzi o jazz, to uprawiam przede wszystkim styl swing. Inspiruje mnie nie tylko Ray Charles, ale i przede wszystkim trzech największych asów swingu – Bing Crosby, Frank Sinatra i Dean Martin. Wychodząc poza jazz, wiele inspiracji czerpię także z bluesowo rockowej twórczości Elvisa Presleya, co pewnie pokażę również na dzisiejszym koncercie.

ALICJA HUDZIK: A jakie jeszcze gatunki, wplata Pan do swoich występów scenicznych?

JUREK BOŻYK: Chętnie zahaczam o bluesa, do tego troszkę rock and rolla do tańca, posiadam również w repertuarze szanty i country!

ALICJA HUDZIK: Skąd pomysły na kontrowersyjne przeboje, z których jest Pan najbardziej znany, np. Zęby w dupie?

JUREK BOŻYK: Akurat ta piosenka narodziła się, gdy byłem w służbie czynnej w jednostce wojskowej. Zebrała się wtedy trójka największych leserów w jednostce, włącznie ze mną - wszyscy trzej byliśmy muzykami i pisarzami kancelarii sztabu. Czasem nam się nudziło, nie było tam wtedy keyboardu, ani pianina… Były za to dwie gitary i pralka, która posłużyła nam wtedy za sekcję rytmiczną. I to trio - ja, Kazimierz Jabłoński oraz Władysław Cichocki przyczyniło się do powstania tej słynnej piosenki, w czasach kiedy byliśmy w wojsku.

 

Jurek Bożyk – Zęby w dupie:

 

ALICJA HUDZIK: Czy gra Pan jeszcze na innych instrumentach, poza pianinem?

JUREK BOŻYK: Po dziś dzień nie znam ani jednego chwytu gitarowego i nie mam zielonego pojęcia o tym, jak się gra na gitarze klasycznej. Mój brat jest świetnym gitarzystą, śpiewa i gra na gitarze, występował m.in. na corocznym charytatywnym koncercie na rzecz PTTK. Mnie za to udało się nauczyć kiedyś grać na gitarze hawajskiej. To instrument, który się kładzie na stole lub statywie i zamiast stosowania chwytów palcowych gra się po gryfie metalową płytką. Nauczyłem się wielu akordów na tym instrumencie, co przydało się potem, między innymi wtedy, gdy stworzyliśmy „Zęby w dupie”.

ALICJA HUDZIK: Nie boi się Pan cenzury?

JUREK BOŻYK: Nie za bardzo! Mam w repertuarze piosenkę o pedałach, blues alkoholowy, to wszystko są zjawiska na miarę naszych czasów, nie powinniśmy się bać o nich mówić, ani tym bardziej śpiewać! Mam również przygotowane na występy wstawki mówione, wprowadzające słuchaczy w specyficzny klimat niektórych utworów. Z polskich utworów wykonuję w większości własne kompozycje lub satyryczne utwory – niektóre zawierają nawet wulgaryzmy, co z tego co zauważyłem jest bardzo lubiane i często śpiewane głośno na koncertach przez młodą publikę!

 

Jurek Bożyk – Ballada o rdzawym oku:

 

ALICJA HUDZIK: Gdzie jeszcze, poza Awarią i Piwnicą pod Baranami w Krakowie można Pana usłyszeć?

JUREK BOŻYK: Grywam czasem w Kornecie, w Piwnicy pod Baranami poza standardowymi koncertami będzie mnie można usłyszeć również na Czerwcowej Niedzieli Nowoorleańskiej oraz w lipcu, podczas letniego festiwalu jazzowego. Występuję także w trio z gitarzystą Wojciechem Serafinem i trębaczem Andrzejem Marchewką - we wrześniu gramy np. w namiocie plenerowym w Sokole.

ALICJA HUDZIK: Na koncertach częściej Pan wykonuje polskie, czy zagraniczne utwory?

JUREK BOŻYK: W zależności od rodzaju koncertu i publiki grywam również zagraniczne szlagiery, trochę rock and rolla i bluesa, jednak polskie zdecydowanie przeważają na moich koncertach.

 

IMG 6856

Jurek Bożyk podczas Studenckiego Wieczoru z Poezją Śpiewaną w Klubie Studenckim Żaczek

Fot. Jacek Smoter

 

 

ALICJA HUDZIK: Woli Pan występować dla starszych, bardziej dojrzałych odbiorców, czy dla młodych duchem i ciałem studentów? Czy te publiki bardzo się różnią?

JUREK BOŻYK: Bylebym nie musiał występować dla fanów metal rocka! Dla mnie ten gatunek, to nawet nie jest muzyka, tylko kwintesencja kiczu, tak samo zresztą, jak disco-polo… Chociaż disco-polo, to jeszcze potrafi czasem być melodyjne… Wracając do pytania – na festiwalach typu Yapa występuję w większości dla młodych ludzi, przeważają tam studenci. Atmosfera jest niepowtarzalna, bardzo często rodzą się tam utwory, które zostają potem szlagierami - na innych festiwalach tego nie ma. Z  kolei starsi odbiorcy lepiej znają konteksty moich piosenek i niektóre z moich przeżyć.

ALICJA HUDZIK: Z bardziej znanych płyt, nagrał Pan m.in. album ze swoją bratanicą Magdaleną Bożyk. Czy planowane są kolejne wydawnictwa?

JUREK BOŻYK: W tej chwili mam na koncie m.in. dwa albumy nagrane z Anią Stanek – Włodarczyk, wokalistką jazzową. Ta pierwsza to typowo jazzowy materiał, zagrany w kwartecie, natomiast ta druga (którą nagraliśmy w duecie), zawiera kolędy, ale również zaaranżowane w jazzowej konwencji. Do tego jeszcze słynna Proktodoncja oraz we współpracy z Magdą Drive. Co będzie dalej? Jeszcze zobaczymy – wszystko się może zdarzyć!

Jurek Bożyk & Magda Bożyk – Autumn Leaves

ALICJA HUDZIK: Poza działalnością artystyczną jest Pan na co dzień bardzo aktywnym człowiekiem. Skąd ta siła? Czy nadal działa Pan jako Przewodnik PTTK?

JUREK BOŻYK: Tak, oczywiście! Aczkolwiek w tej chwili nie za bardzo mogę prowadzić piesze wycieczki, ponieważ czekam na nowy rower. Pracując jako nizinny przewodnik terenowy, jeżdżę na rowerze trójkołowym, pedałując protezami. Ten nowy, na który czekam, będzie dostosowany do każdego terenu, bo będzie miał silnik elektryczny na przednie koło. Cała Jura Krakowsko-Częstochowska będzie stała przede mną otworem!

ALICJA HUDZIK: À propos Jury Krakowsko-Częstochowskiej… Czy ma Pan ulubione miejsca tutaj w Krakowie? Ulubione kawiarnie, kafejki, kluby muzyczne, nie tylko takie, w których Pan występuje, ale po prostu takie, do których lubi Pan przychodzić prywatnie?

JUREK BOŻYK: Z niekoncertowych miejsc bardzo lubię kawiarnię Vis-a-vis na Rynku Głównym i  restaurację na terenie Sądu – jak Boga kocham, tam żywią najlepiej! Niestety nie serwują tam alkoholu, nawet małego piwa!

ALICJA HUDZIK: Jak bardzo zmieniała się muzyczna strona Krakowa przez wszystkie lata Pana działalności? Dostrzega Pan duże zmiany, jeśli chodzi o wydarzenia muzyczne w tym mieście?

JUREK BOŻYK: Z podstawowych zmian, jeśli chodzi o muzykę w Krakowie, kiedyś wszyscy się interesowali jazzem. Potem ten gatunek niestety bardzo się zmienił, pojawiło się za dużo jazzu nowoczesnego, który dla mnie osobiście, jest nudny i bardziej przypomina muzykę poważną, niż jazz, do którego przywykłem.

ALICJA HUDZIK: A jeśli chodzi o wydarzenia muzyczne? Czy od lat dzieją się te same, czy jest dużo nowości?

JUREK BOŻYK: Zauważam, że ogólnie w Polsce pojawia się coraz więcej festiwali typowo studenckich, oczywiście z nich wszystkich najbardziej lubię łódzką YAPĘ, ale w Krakowie również jest dużo takich imprez. Młodzi uczą się w Szkołach Muzycznych, próbują swoich sił zaczynając od tradycyjnych muzycznych standardów , mogą się promować w klubach muzycznych, a potem występują na dużych festiwalach twórczości studenckiej i pną się dalej w górę – myślę, że jest naprawdę dużo możliwości, dzięki nowym wydarzeniom, które odbywają się w tym mieście.

ALICJA HUDZIK: A czego się Pan spodziewa po młodej, studenckiej publice dzisiejszego wieczoru?

JUREK BOŻYK: Chyba najbardziej spodziewam się atmosfery podobnej do tej, jaka panuje na festiwalu YAPA w Łodzi. Studenci, młodzież, wspólne śpiewanie nie tylko poważnych piosenek, ale też i szant. Po koncercie chętnie posiedzę ze studentami, jestem też ciekaw tego całego śpiewogrania. Śpiewałem karaoke może ze dwa razy w życiu, ale to chyba bardziej będzie przypominać jam session. Albo karaoke z gitarami. Chętnie pośpiewam z młodymi, choć oczywiście bez gitary, bo do dziś się nie nauczyłem ani jednego chwytu na tym instrumencie! (śmiech)

 

IMG 7049

Jurek Bożyk z Organizatorami Studenckiego Wieczoru z Poezją Śpiewaną

Fot. Jacek Smoter

NOWOŚCI